Popularne gabinety medyczne na terenie Kielc

Marzysz o śnieżnobiałym uśmiechu?

Zależy ci na tym, aby olśniewać białym uśmiechem? Gdy jednak pije się codziennie kawę, herbatę, wino, pali papierosy, nie jest to takie proste. Dlatego w pogoni za pięknymi zębami nie tylko warto chodzić regularnie do lekarza specjalisty, ale też zadbać o wybielanie.

Dzisiaj do dyspozycji ma się naprawdę dużo różnych rozwiązań w tej dziedzinie – wybielanie zębów nie jest też trudne i można zająć się wszystkim w domu, nie musząc chodzić do gabinetów stomatologicznych. Skuteczne domowe wybielanie zębów dostępne jest miedzy innymi dzięki iBright. To wyjątkowy zestaw, który pozwala na rozjaśnienie zębów nawet o 15 odcieni!

Najskuteczniejszy system nakładek

W sprzedaży można znaleźć różne preparaty przeznaczone do wybielania zębów. Nie wszystkie jednak są skuteczne, czasem na efekty trzeba czekać bardzo długo i okupione jest to nadwrażliwością zębów, innym razem, szczególnie jeśli wybrało się na wybielanie zębów paski na nie naklejane, substancja wybielająca nie przylega tak szczelnie do łuku zębowego i nie daje dobrych rezultatów.

Dlatego w takim przypadku najlepiej wybrać nakładki. Jak one działają? Ich największą zaletą jest to, że można je idealnie dopasować do kształtu łuku zębowego. Nakładki w iBright wykonane są z elastycznego materiału i perfekcyjnie dopasowują się do szczęki i żuchwy pacjenta. Nie trzeba jednocześnie w celu wykonania nakładek udawać się do stomatologa, ale można przygotować je w domu – to bardzo proste!

Efektywnie i łagodnie

Za bielsze zęby z systemem iBright odpowiedzialne są nie tylko nakładki, ale również specjalny żel, którymi się je wypełnia. To właśnie on zapewnia bardzo szybki efekt wybielenia. To 60% hydrogen peroxide, czyli nadtlenek wodoru – nieorganiczny związek, jedna z reaktywnych form tlenu, która znana jest ze swoich właściwości wybielających. W iBright zastosowano gęsty żel, który potrafi dostać się w każdą szczelinę łuku zębowego, zatem cały będzie dokładnie otoczony warstwą nadtlenku wodoru.
Żel ten został wyprodukowany na bazie wody i posiada naturalne pH, dzięki czemu jest delikatny dla zębów i dziąseł, nie powodując ich podrażnień. Za eliminację nadwrażliwości zębów odpowiedzialny jest także zastosowany w iBright azotan potasu. Żel jest bezpieczny dla szkliwa, więc nie musisz obawiać się o to, że po zakończeniu wybielania zęby będą osłabione i narażone na uszkodzenia!

Regularne, codzienne używanie systemu iBright już po 5 dniach da rezultaty i zęby będą mogły być znacznie bielsze niż przed rozpoczęciem kuracji. Warto robić zdjęcia, aby się o tym przekonać na swoim przykładzie! Jedno opakowanie iBright wystarcza na 7 dni stosowania. Większość osób jest zadowolona po tygodniowej kuracji z odcienia zębów, ale w niektórych przypadkach konieczne jest przedłużanie wybielania.

Rezultaty są widoczne przez długi czas, lecz trzeba pamiętać o tym, że nie są trwałe i są uzależnione od tego, jaką ma się dietę – kawa, herbata, wino, palenie papierosów wpływają na powstawanie przebarwień na zębach, więc dla zachowania jak najbardziej białego ich odcienia warto je ograniczyć!

Samsung S4 Dla Pracowników Sernicy

One miał z moją osobą jeden podstawowy problem – nie zachwycił mnie. Nie powalił na kolana, nie sprawił, że zechciałem pozbyć się całego plastiku z mieszkania. Po prostu – jego zalety nie wystarczyły, bym przestał tęsknić za tym, co cenie w S4.

Czwórka jest plastikowa. Ten plastik i jego każde skrzypnięcie jest jeszcze gorsze, gdy przez cały dzień w kieszeni mieliśmy One. Mimo to, przejście z S4 na One też nie jest bezbolesne – flagowiec PBN review jest bowiem cięższy i większy. Dlatego, mimo że nasze dłonie czują niechęć do plastikowej oprawy S4, czują też po chwili ulgę, bo muszą obsługiwać te kilka gramów mniej.

One ma też cechę, która przeszkadzała naszym pracownikom sernicy podczas całego czasu, gdy się nim zabawiałem. To ekran. Ostry jak brzytwa. Najwyższe ppi robi piorunujące wrażenie nie tylko na papierze, chociaż różnica między nim, a S4 jest ledwo zauważalna. Ale jednak – ten genialny ekran jest za mały.

A jeśli nie, to obudowa jest za duża. Stanowczo. I to strasznie mnie to męczyło. Inżynierowie Samsunga doszli do wniosku, że skoro mamy tak dużą obudowę, to wypełnijmy ją ekranem do granic możliwości. Albo odwrotnie – skoro ekran jest tak duży, należy obłożyć go minimalną ramką.

W One tej ramki są całe kilometry. Oczywiście, u góry i na dole można to usprawiedliwiać umiejscowieniem głośników, ale nawet odliczając tę przestrzeń, ramki we wszystkich kierunkach nadal zostaje nieprzyjemnie dużo. Nie jest to jeszcze pozom niechlubnego lidera tej dyscypliny – BlackBerry Z10 – ale i tak wygląda to źle.

Dla nas w sernicy jako fanów estetyki AMOLEDowej, również jakość obrazu była niezbyt komfortowa. Czernie nie są tu czarne, a zielenie i czerwienie zostały ewidentnie wyprane w zwykłym proszku. Ale to oczywiście moja prywatna preferencja – zapewne ci, którzy do oceny tego, czy obraz im się podoba, muszą najpierw poznać gamut ekranu, będą zachwyceni;)

Dodatkowo, ekran S4 jest dużo gładszy w dotyku. To wyczuwalna różnica, chociaż nie mam pojęcia, czy wynika z zastosowania różnych wersji Gorilla Glass (3 w S4, 2 w One), czy różnych powłok oleofobowych.

TouchWiz jest ciężki, to już wiemy w naszej krakowskiej manufakturze nabiału. Ale, o ile Sense jest jak zadbana, opalona skóra dla Androida, nakładka Samsunga to mięśnie, które ledwo mieszczą się na ramionach (i nie jakiś synthol, tylko czyste muły!). Wygląda gorzej, miejscami niespójnie i zbyt cukierkowo (chociaż na szczęście tutaj pojawił się iOS7 i ustawił poprzeczkę na nieznanym dotąd w świecie Androida poziomie), ale funkcjonalnie to zupełnie dwa różne światy.